Dwugłos na temat książki `TURysta w Chojnicach`

Dodane: 2026-06-08

Kasia Pestka napisała przewodnik "TURysta w Chojnicach" w ramach stypendium Burmistrza Miasta Chojnice. Wydawcą została Miejska Biblioteka Publiczna w Chojnicach. Autorka niedawno na FB wyraziła oburzenie faktem jej kserowania przez nauczycieli, zamiast jej kupna dla klasy. Także na FB skomentował wydanie tej książeczki bloger Wojciech Czapiewski.

"(...) Okazało się (nie raz, nie dwa, ale już wielokrotnie i przy świadkach), że NAUCZYCIELE, pedagodzy, światłe i wykształcone osoby, które przekazują naszym dzieciom wartości i kształtują część ich obrazu świata, bez krępacji kupują lub lepiej - pożyczają - pojedyncze przewodniki i KSERUJĄ JE dla całej klasy. Kserują - wróć - OKRADAJĄ MNIE NAUCZYCIELE. Pojedynczy, ale wciąż: wychowawcy wczesnoszkolni, poloniści, edukatorzy pokazują dzieciom, że to jest ok., że można wziąć książkę - nawet nie kupić, tylko pożyczyć - skserować ją 20 razy i rozdać 20 osobom. I cyk, mają je za free. Nie wrzucam nauczycieli do jednego worka, bo uważam, że ten zawód jest kluczowy. Ale dla tych pojedynczych, którym przeszło to przez głowę, mam jedno zdanie: WSTYDŹCIE SIĘ: okradacie mnie z pracy, mojego czasu (poświęciłam na tę publikację około 100 godzin!), z pieniędzy mojej rodziny (wydawanie książek to ogromny koszt, mimo dofinansowań!) i uczycie dzieci w swoich klasach, że złodziejstwo jest ok. Straszne (...)." Całość wpisu Kasi Pestka tutaj.

"(...) Kiedyś zauważyłem, że za publiczne, chojnickie pieniądze są wydawane książki, periodyki, jakieś bliżej niesprecyzowane wydawnictwa. Temat mnie zainteresował na tyle, że zadałem Burmistrzowi Miasta Chojnice pytanie w trybie dostępu do informacji publicznej o zakres tej pomocy. On przecież nie wydaje swoich prywatnych pieniędzy, tylko publiczne. Burmistrz odmówił mi tej informacji. Uznał, że to JA mam mu wytłumaczyć, dlaczego chcę wiedzieć, dlaczego ON wydaje m.in. moje pieniądze. Ostatnio jednak ta sytuacja weszła na inny level. Przeczytałem wpis osoby, która skorzystała z tej pomocy. Burmistrz przyznał wg tylko sobie znanego klucza dofinansowanie do książki tej osoby. Książka została wydana i trafiła do komercyjnego obiegu. Mieszkańcy miasta, żeby ją przeczytać muszą ją nabyć. Muszą niejako zapłacić za coś, za co już raz zapłacili. Tak, rozumiem że to nie 100%, ale chodzi mi o sam fakt. No i teraz do meritum. Autorka książeczki w emocjonalnym wpisie opisała sytuację, w której nauczyciele kserują jej książkę i używają nieodpłatnie do swojej pracy (nie na własny użytek). Ewidentnie wskazała na kradzież własności intelektualnej. (...)" Całość komentarza Wojciecha Czapiewskiego tutaj.

Tagi: